Tag Archives: cytaty

Gorączka – cytaty

Myślę, że to obłęd, że każe nam się wybierać między przedmiotami humanistycznymi, ścisłymi a sztukami pięknymi. Dlaczego uczniów miałby interesować tylko jakiś niewielki fragment wszechświata? Tyle rzeczy warto poznać i zrozumieć… Gdybym mogła, uczyłabym się wszystkiego, bez wyjątku…

Protix Canitis, jego potężny, ciężko uzbrojony przeciwnik, ruszył na Sethosa, potrząsając mieczem w kierunku tłumu. Widownia zawyła z zachwytu. Seth uświadomił sobie, że teraz on powinien pozdrowić publiczność. Uniósł głowę, udał, że salutuje, i uśmiechnął się szeroko. Tłum oszalał.

Gal obrócił się niezdarnie, ale Sethos wiedział, że ten człowiek nie był niezdarny. Udawał. Protix pozorował niezgrabność na początku walki, by później wydać się zręczniejszym, kiedy już wymierzy celny cios. A Protix był zabójczo celny.

Nie miał zamiaru zabijać ani zadawać śmiertelnych ran. Laniści woleli, gdy ich wojownicy pozostawali przy życiu. Nikt jednak nie miał kontroli nad tłumem, a to on decydował o ostatecznym wyniku.

Zarówno Seth, jak i Protix byli świadomi tego, że muszą zacząć walczyć naprawdę albo tłum stanie się okrutny.

Nie znalazł jej tam. Łąka była pusta. Cisza dźwięczała w uszach. Nawet ptaki nie śpiewały. Wokół migotała cienista zieleń. Seth skulił się pod drzewem, dotykając pnia, trawy, ziemi, wszystkiego, co mogło go znów z nią związać. Nie pozostał tu jednak nawet je ślad.

Rzeczywiście, czysty realizm – trup z łzami płynącymi po policzkach.

Przyrzekłam sobie wyrzucić go z mojego życia, a teraz tak ogromnie pragnęłam, by znów się w nim pojawił. Byłam idiotką.

Nigdy nikt mnie nie spławiał, chociaż samej udało mi się spławić kilka osób. Nie miałam więc problemów z rozpoznaniem tego słownictwa. Chyba nawet nie byłam zaskoczona. Otępiała. Zdruzgotana. Osłabiona. Ale nie zaskoczona. Pomijając wszystko, inni mieli do Setha znacznie większe prawa niż ja. I jeśli czegoś się dowiedziałam, to tego, że wszyscy chcieli mieć kawałek Setha dla siebie.

Nie należał do mnie.

Nie potrafiłam znieść jego obecności. Nie patrzyłam na niego ani go nie szukałam. Zabraniałam wymawiania jego imienia w mojej obecności, co sprawiało, że rozmowa czasem kulała, bo wszyscy byli nim tak bardzo zainteresowani.

Gdy tylko zamknęłam oczy, ujrzałam jego obraz pod powiekami. Ale nie było to przerażające wspomnienie z jakiegoś wcześniejszego życia, lecz obraz, który zazwyczaj ukazuje się głupim zakochanym nastolatkom. Dlaczego moim przeznaczeniem było związać się z jedynym chłopakiem, który nie odwzajemniał moich uczuć?

– Ewo… – wykrztusił.

Pociągnął mnie w swoje ramiona i oboje zalaliśmy się łzami. A potem zaczął mówić. Po łacinie.

– Kiedy leżałem chory i nieprzytomny, siedziałaś ze mną dniami i nocami, kojąc moje koszmary śpiewem… przypominając mi, że mam dokąd pójść, mam dokąd wracać. Wtedy właśnie się w tobie zakochałem.

Poczułam, że wymykam się z uścisku Setha i spadam w ciemność… znów nieskończenie samotna…

– Czy ta karykatura człowieka była tego warta, kochanie? – prychnął, po czym bezlitośnie zaczął zadawać ciosy. Trysnęła krew, Seth jęknął i padł na twarz.

– I ty śmiesz się zwać gladiatorem – szydził, kopiąc bestialsko skulonego u jego stóp, broczącego krwią człowieka.

– Przestań! – krzyknęłam,pojmując wreszcie, że Kasjusz szykuje dla nas powolną śmierć.

Zamknęłam oczy. Czułam, jak wraz z bulgotem krwi zmieszanej z powietrzem uchodzi ze mnie życie. Osunęłam się na ziemię.

– Ewa, przestań… – jęknął. – Mój pocałunek cię zabije.

– A zatem będzie to dobra śmierć – szepnęłam, ujmując jego twarz w dłonie.

Kiedy nasze usta się spotkały, wiedziałam, że chcę pójść wszędzie tam, dokąd zaprowadzi mnie ta miłość.


Życie, które znaliśmy – cytaty

Czasami, kiedy mama zabiera się za pisanie nowej książki, mówi, że nie wie, od czego zacząć, bo ma w głowie bardzo wyraźne zakończenie, a wtedy początek już jej nie interesuje. Teraz czuję to samo, tylko że sama nie wiem, jak się skończy dzisiejsza noc.

Mam wrażenie, że ranek był milion lat temu. Pamiętam, że widziałam Księżyc na niebie, o wschodzie. Dokładnie – półksiężyc, ale dobrze widoczny. Patrzyłam i myślałam, co się wydarzy, kiedy uderzy w niego asteroida i jakie to będzie ekscytujące.

Nigdy nie przyszło mi do głowy, że patrzę na ten sam Księżyc, który widzieli Szekspir, Maria Antonina, Jerzy Waszyngton i Kleopatra. Że już nie wspomnę o milionach ludzi, o których w życiu nie słyszałam. Tylu homo sapiens i neandertalczyków patrzyło na ten sam Księżyc. Pojawiał się i znikał także na ich niebie.

Przez chwilę rozmyślałam o całym mnóstwie ludzi, którzy widzieli kometę Halleya i nie pojmowało, czym jest, ogarniał ich jedynie strach oraz respekt. Przez ułamek sekundy czułam się jak szesnastolatka ze średniowiecza, wpatrzona w niebo, pełna zachwytu dla jego tajemnic.

I wtedy doszło do zderzenia. Wiedzieliśmy, że nastąpi, a jednak przeżyliśmy szok, gdy asteroida walnęła w Księżyc. W nasz Księżyc. W tej chwili chyba wszyscy poczuliśmy, że to nasz Księżyc i że atak na Księżyc to atak na nas.

Nadal świecił nasz Księżyc, nadal pozostał kawałem skały na niebie, ale nie był już łagodny, nieszkodliwy. Wisiał pod dziwnym kątem. Był przerażający, więc wyczuwało się narastająco dokoła panikę. Niektórzy biegli do samochodów i odjeżdżali. Inni płakali, modlili się. Ktoś zaintonował hymn amerykański.

Spojrzałam w kierunku okna, za którym świecił Księżyc. Lecz za bardzo się bałam, żeby wyjrzeć.

– Wydaje mi się, że śnię – odparłam. – No wiesz, może mi się to śni, ale potem się obudzę i okaże się, że nic się nie stało.

Czasami ludzie stają na wysokości zadania – zauważyła pani Nesbitt. – Jak my.

Mogłam sprawdzić wiele osób: dzieciaki z wakacyjnych obozów, dzieciaki, które znam z zajęć pływackich, starych znajomych z podstawówki, którzy przenieśli się do Nowego Jorku czy Kalifornii, czy na Florydę. Cóż, nawet nie próbowałam. Nie stanowili części mojego życia. Wydawało mi się, że niewłaściwe jest wiedzieć, że nie żyją, skoro za życia tak słabo ich znałam.

Chcąc sprawdzić, wpisał nasze nazwiska, ale nie figurowały na żadnej liście.

Dzięki temu wiemy, że w Dzień Pamięci wciąż jeszcze żyjemy.

Co jest najgorsze w końcu świata? Że kiedy się zacznie, nigdy się nie kończy.

Do tej pory bawiliśmy się w przetrwanie; teraz trzeba pomyśleć na poważnie.

Może przyjdzie Dan. Może wyjdzie słońce.

Zrobiłam coś strasznie głupiego, tak strasznie głupiego, że mogłabym się zabić ze złości.

Mama mnie pociesza. Uważa, że nie powinnam mieć wyrzutów sumienia, że to się mogło zdarzyć każdemu z nas, ale wiem, że zawiniłam właśnie ja. Jestem taka nieuważna. Zawsze przez to pakuję się w kłopoty, choć zazwyczaj szkodzę tylko sobie.

Ale mój świat kurczy się z każdym dniem. Nie mam szkoły, stawu, miasta, pokoju, a teraz brakuje nawet widoku z okna.

Czuję, że kurczę się wraz z moim światem, jestem coraz mniejsza, coraz bardziej wyschnięta. Zmienia się w kamień. To dobrze, bo kamienie trwają wiecznie.

Ale jeśli tak ma wyglądać wieczność, dziękuję bardzo.

Ale póki nie wiemy, co nam przyniesie przyszłość, musimy żyć dalej. Może będzie lepiej. Może ktoś już znalazł wyjście z sytuacji. Na pewno nad nim pracują, bo ludzie tacy są. A naszym zadaniem jest żyć, z dnia na dzień. Wszyscy umieramy po kawałku, Mirando. Każdy dzień przybliża nas do śmierci. Lecz nie należy wychodzić jej na spotkanie. Zamierzam żyć tak długo, jak się da, oczekuję od was tego samego.

Nie liczy się Sylwester bez postanowień noworocznych. Postanowiła, że do końca życia codziennie postaram się doceniać to, co mam.

Szczęśliwego Nowego Roku, świecie!

Jakiś czas temu Jonny zapytał, po co jeszcze piszę ten pamiętnik. Dla kogo. Sama się nad tym zastanawiałam, zwłaszcza w ciężkich chwilach. Czasami wydawało mi się, że piszę dla potomnych, którzy przeczytają moje zapiski za dwieście lat, żeby wiedzieli, jak wyglądało nasze życie. Przez długi czas sądziłam, że piszę nie dla ludzi, lecz dla motyli,  gdy już nauczą się czytać.

Ale dzisiaj, gdy mam siedemnaście lat i pełen żołądek, piszę dla siebie, żebym zawsze pamiętała życie takim, jakie znaliśmy, jakie znamy, nawet wtedy, gdy mnie już zabraknie w pokoju słonecznym.


Syrena – cytaty

MOJA SIOSTRA JUSTINE zawsze wierzyła, że najlepszy sposób na opanowanie lęku przed ciemnością to udawać, że jest naprawdę jasno.

Patrzyłam na nią: moją piękną starszą siostrę, na jej brązowe włosy, które teraz były już na tyle suche, że długimi kosmykami unosiły się na wietrze wokół jej głowy. Nie było nic, co mogłabym powiedzieć – gdy Justine już się na coś zdecydowała, negocjacje nie miały sensu. Posłała mi uśmiech, a jej oczy rozbłysły na tle ciemnych chmur, które zdawały się połykać, to co pozostało z nieba.

Cechy charakteru niezbędne, by sumiennie wykonywać swoją pracę, zwykle przekładają się na życie prywatne.

Wtedy jeszcze nie mogłam o tym wiedzieć, ale właśnie to słowo było ostatnim, jakie miałam usłyszeć z ust Justine.

Nadal uwielbiam ocean, ale jest dla mnie po prostu zbyt o g r o m n y, rozumiesz? Woda potrafi zmieniać kierunek, nabierać rozpędu i bez ostrzeżenia porwać cię za horyzont.

– Nie wiedziałam, że masz siostrę – wtrąciła Paige.

Odwróciłam wzrok. W chwili częściowej szczerości niemal zapomniałam, które sprawy wolę zachować dla siebie.

No dobra, ale chodzi o to, że ona zapisuje najbardziej skryte myśli w najpiękniejszym, najbardziej wyrafinowanym i romantycznym języku świata. Bo taka właśnie jest, albo raczej chce być: piękna, wyrafinowana, przez wszystkich pożądana.

Szybka i ostateczna ucieczka to najlepsze, na co można liczyć, kiedy ktoś rozrywa ci serce na kwadrylion kawałków.

Ale to rodzaj piękna, który odrzuca, sprawia, że czujesz się niezręcznie. Tak jak wtedy, gdy jesteś w muzeum sztuki i masz poczucie winy z powodu samego patrzenia, bo pracownicy ochrony śledzą każdy twój ruch. Ona o tym wie i nie ma oporów, żeby to wykorzystać, żeby dostać to, czego chce.

– Historia się powtarza – oznajmił. – A żeby odkryć, co się dzieje teraz, trzeba zbadać, co zdarzyło się w przeszłości.

Po raz pierwszy od nie wiem jak dawna moje serce łomotało z innego powodu niż ze strachu.

Moje usta nie zdążyły jeszcze dotknąć jego ust, kiedy zacisnął dłonie na mojej talii i przyciągnął do siebie. Pocałował mnie tak, jakby jego serce przestało bić, gdyby tego nie zrobił […].

Chciałem ją wspierać. Chciałem zrozumieć czego tak bardzo się boi, żeby pomóc jej się z tym zmierzyć. Sądziłem, ze jeśli z moją pomocą przestanie tak bardzo się bać, być może będziemy mogli być razem.

Jednak mimo przykrego losu, jaki go spotkał, od szyi w górę mężczyzna sprawiał wrażenie, jakby pragnął to powtórzyć.

Bowiem na twarzy martwego rybaka gościł błogi uśmiech.

Jak te piękne  m i t o l o g i c z n e  istoty, które wabiły żeglarzy na śmierć? – Potrząsnęłam głową. – To nie „Odyseja”. To się dzieje naprawdę: tu i teraz.

Poczułam ucisk w żołądku. Tak bardzo skupiałam się na tym, by nie uwierzyć w ani jedno słowo z opowieści Olivera, ze nie zastanowiłam się nawet, co by było, gdyby to wszytsko rzeczywiście okazało się prawdą.

Mogłaby go zabić. I wszystko wskazuje na to, że gdyby nie odłączyła się od pozostałych, zrobiłaby to. Nie dlatego, że by tego chciała, ale dlatego, że tego by od niej oczekiwały. One nie chcą, by ktokolwiek wiedział, kim są naprawdę.

Ja, wieczny tchórz i zwolenniczka przypisywania cech paranormalnych nocnym odgłosom, byłam bardziej skłonna akceptować nielogiczne, irracjonalne teorie.

– Wiesz o czymś jeszcze. – Nie byłam tego pewna, dopóki nie powiedziałam tych słów na głos.

Wiesz o czymś, o czym ja nie wiem. To dlatego cała ta historia ma dla ciebie sens.

– Simon – mocniej ścisnęłam mu dłoń, kiedy próbował ją uwolnić. – Powiedz mi. Jeśli myślisz, że tego nie udźwignę, cokolwiek to jest, uwierz mi: udźwignę to. – Przyglądałam się jak patrzy w strugi deszczu.

– Kiedy tylko ją zobaczyłem, wszystko inne stało się nieważne. Las, poszukiwania, wszystko, co miało miejsce w ciągu ostatnich tygodni…

– Więc ja też – odgadłam, spoglądając przez przednią szybę.

Uczucie jest podobne do unoszenia się na wodzie, która powoli, łagodnie wciąga cię pod powierzchnię. Czujesz, że zanurzasz się głębiej, ale nie możesz tego zatrzymać, a zresztą to wcale nie jest nieprzyjemne, więc wcale nie próbujesz. W pewnym sensie poddajesz się temu i pozwalasz, by woda wciągała cię głębiej i głębiej, aż przestajesz słyszeć cokolwiek.

Zamknęłam oczy. Jedyne, czego chciałam się dowiedzieć, to prawda o tym, co przytrafiło się Justine i co właściwie zajmowało ją w ciągu ostatnich miesięcy przed śmiercią. Chciałam tylko poznać odpowiedź na kilka pytań, żeby zrozumieć, dlaczego skoczyła, uporać się z tym i znów zacząć żyć. Jakim cudem stamtąd zabrnęłam aż tutaj?

Starałam się rozszyfrować wyraz jego twarzy, rozdarta pomiędzy chęcią błagania go, żeby przestał, a pragnieniem, żeby mówił dalej.

To tak, jakby Simon stał się moją nocną lampką; nawet gdy nie było go przy mnie, rozświetlał mrok i już dłużej nie musiałam się bać.

Niczego się nie bała. Wszyscy ją za to kochali. J a  ją za to kochałam.


Cena krwi – cytaty

Ian z radością powitał paniczny strach, który sprawił, że serce zabiło mu mocniej, a oddech uwiązł w gardle. Doskonale wiedział, że kiedy się odwróci i spojrzy, wyjaśnienie okaże się banalne. Zamarł więc i rozkoszował się nieznanym, póki pozostawało nieznane, zadowolony z wywołanej strachem fali adrenaliny, dzięki której wszystkie zmysły wyostrzały się, a sekundy wydawały długie jak godziny.

Ale nie mógł pozwolić na terroryzowanie miasta. Strach pozostawał niezmienny przez stulecia, tak jak reakcje ludzi. Sterroryzowane miasto szybko wyciągnęłoby pochodnie i zaostrzone kołki… albo ich dwudziestowieczny, wyprodukowany w laboratorium ekwiwalent.

– Ja NIE wierzę – powiedziała, marszcząc mocno brwi dla podkreślenia swoich słów. – Są na tym świecie rzeczy…

– Szekspir – uśmiechnęła się Vicki.

Twarz pani Kopolous złagodniała.

– To, że był poetą, nie oznacza, że nie miał racji.

Madonna, ubrana w błękit i biel, rozkładała ramiona, jakby chciała objąć nimi cały świat. Uśmiech obiecywał ukojenie, a w oczach artysta zawarł smutek.

Kiedyś, jeszcze jako mundurowa, goniła dilera po schodach katedry. Dopadł drzwi i zaczął domagać się azylu w świętym miejscu. Ale drzwi były zamknięte. Najwidoczniej nawet Bóg nie ufał nocy w sercu wielkiego miasta.

Jego ciemne ubranie obsypane było gipsowym pyłem, a Vicki wydawało się, że za rozpiętą skórzaną kamizelką dojrzała coś złotego i migoczącego. Światło świec odbijało się w odłamkach kolorowego szkła uczepionych wierzchu wiązanych butów.

Siekiera uderzyła. Dźwięk, z jakim pękła, odbił się echem we wnęce, tak jak i odgłosy toczących się po podłodze kawałków.

Wampir przypominał Vicki anioła zemsty, gotowego w każdej chwili wyciągnąć płonący miecz i porazić nim wrogów Pana. Napastnik też chyba doświadczył podobnej wizji, bo jęknął i uniósł błagalnie ręce.

Henry odsunął się i pozwolił jeńcowi odwrócić wzrok.

Ciemność, demony, wampiry i sześć ciał brutalnie odartych z życia.

Przypominała ci kogoś? Jeśli żyjesz wystarczająco długo, a ty żyjesz, KAŻDY ci kogoś przypomina.

To pragnienie, by żyć tak, jak chcę sprowadziło na mnie niebezpieczeństwo. Nie potrafiłabym żyć za maskami, jakie ty musisz przybierać, żeby przetrwać.

– … przyznała się do utrzymywania stosunków z diabłem, otrzymała rozgrzeszenie i oddała duszę Bogu. – Pogładził palcami brodę. – Bardzo satysfakcjonujące. Ciało zostanie oddane siostrom czy rodzinie?

Starszy dominikanin wzruszył ramionami.

– To nie ma znaczenia, ona… Akim ty jesteś?

Henry uśmiechnął się.

– Zemstą – powiedział, zamykając drzwi i ryglując je.

– Ogromna pijawka – zasugerował ktoś inny. – Ogromna pijawka, która pełznie ulicami miasta, póki nie znajdzie ofiary, a wtedy… SIORB! – pociągnął piwa, ilustrując swoją teorię. Grupka przy stole jęknęła z obrzydzeniem i obrzuciła go serwetkami.

– Wiem – ciągnął, rozglądając się na boki, by się upewnić, że nikt nie podsłuchuje – że na tym świecie dzieje się więcej, niż ludzie uważają. I wiem, jak to jest, gdy się z ciebie śmieją. – W tych ostatnich słowach kryło się tyle emocji, że musiała w nie uwierzyć. A skoro w nie, to i w całą resztę.

Norman wygrzebał monetę z kieszeni i podał dziewczynie. Chciał jej dać cały świat, a nie tylko dwadzieścia pięć centów.

Przez wieki mirrą okadzano umarłych i te stulecia śmierci wydostawały się na wolność, zawsze gdy olejek wylewał się na węgle. Za drugim razem Norman już tylko wzruszył ramionami na zmarłych, wiedząc, że nadejdzie coś gorszego.

– Zabij ją! – Norman wreszcie to powiedział. Zacisnął dłonie, żeby powstrzymać ich drżenie. Czuł się, jakby miał ze trzy metry wzrostu i był niezniszczalny. Wziął sprawy w swoje ręce i przyjął potęgę, która mu się należała. Dudnienie stało się silniejsze, wypełniając całe jego ciało.

Przez chwilę leżała jeszcze na ławce do ćwiczeń, zasłuchana w odgłosy miasta, i przekonywała samą siebie, że huk odjeżdżającej w oddali ciężarówki nie był odgłosem zbliżania się tysięcy pazurzastych stóp, a głośny, przenikliwy płacz na zachodzie to tylko syrena.

– Co zajmie mi – westchnęła – tylko jakieś dwa lata – A dwa lata poszukiwań to i tak lepiej niż jedna sekunda spędzona na bezczynnym i bezradnym siedzeniu.

Władza zawsze pociąga tych, którzy będą jej nadużywać.

Jak ona śmie jeszcze żyć, kiedy powiedziałem, że ma umrzeć.

Dudnienie powróciło w nocy. Każde uderzenie utwierdzało Normana w przekonaniu, że moc wciąż należy do niego, że Coreen powinna zapłacić.

Profesor zastanowił się przelotnie, co młodzieniec zrobił sobie w palce. „Pewnie wtykał je między metaforyczne drzwi…”

Osłabiony i drżący, Henry stał nad ciałem. Światło w jasnych oczach zgasło, pozostawiając tylko zamgloną szarość. Krew zbierała się pod ścianą, gorąca i czerwona, a wampir, który desperacko potrzebował pożywienia, dziękował Bogu, że martwa krew go nie wzywała. Prędzej by umarł z głodu, niż posilił się na tym człowieku.

– Jasne, pożyw się po drodze. Chcę mieć ten grimuar jak najszybciej, rozumiesz?

– Tak, panie. – Jeszcze trochę i pożywi się tym, kto go wezwał. Obiecano mu to.

Czuł, że Władca, któremu służył, czeka, że jego gniew narasta za każdym razem, gdy demon zbacza ze ścieżki imienia. I wiedział, że sam pozna ów gniew bliżej, kiedy powróci ze świata ludzi.

Wyruszywszy, spotkał na swojej drodze wiele żyć, miał z czego wybierać.

Nie znał nadziei, bo to uczucie było demonom obce, ale znał okazję, więc wykorzystał ją jak tylko umiał.

I nie był martwy. Martwi przybierają pozy, których żywi nie potrafią imitować.

Najpierw był ból, a potem krew. Nic, tylko krew. Świat był krwią.

Czuł życie, które dostarczało mu krew. Jego zapach, głos. Rozpoznał je i walczył z czerwonym szaleństwem, które mówiło, że to życie powinno należeć do niego. Tak łatwo było poddać się głodowi.

– Nie wygląda na wampira.

– A czego oczekiwałeś? Smokingu i trumny?

Życie nauczyło go, że to, w co się wierzy, nie musi mieć nic wspólnego z rzeczywistością.

Zbyt wiele krwi od jednej osoby i ryzykujemy utratę kontroli. Czułem twoje życie, czułem pragnienie, by zaryzykować i je odebrać.

„To nie jest tak, że on jest oswojonym lwem.” Nie jesteś taki całkiem oswojony, prawda?

Więc co proponujesz? Mam się poddać, bo nie wierzysz, że da się to zrobić?

Kilka tuzinów spraw zostało niewypowiedzianych.

– Zdajesz sobie sprawę, jak duża jest szansa, że nam się nie uda? Że nic nie znajdziesz albo nie damy rady powstrzymać Władcy
Demonów?

Uśmiechnęła się, a zszokowany Henry nagle odkrył, że nie jest jedynym drapieżnikiem w tym pokoju.

– Nie – powiedziała. – Z niczego takiego nie zdaję sobie sprawy. Odpocznij. – I już jej nie było.

Oczywiście istniała możliwość, że niewłaściwie połączyła wszystkie ślady i poszlaki. Że nie tylko szczekała na niewłaściwe drzewo, ale w ogóle przeszukiwała nie ten las.

Pot spłynął jej po kręgosłupie i oparła się pragnieniu, by spojrzeć się za siebie. Wiedziała, że mieszkanie jest puste, że nic za nią nie stoi, i nie zamierzała poddać się urojonym lekom – miała wystarczająco wiele prawdziwych.

W sumie nie powinno jej to zaskoczyć. Kiedy już zada się właściwe pytanie, wkrótce pojawia się właściwa odpowiedź.

Telefon od Coreen rozwiał niepewność, nadał groźbie imię, a to dawało Vicki broń, którą mogła walczyć z koszmarami, gdyby się pojawiły.

Czasem wygrywamy większą siłą ognia, większą liczebnością broni albo jej większą mocą, ale tym, co przede wszystkim przesądza o naszym zwycięstwie, jest wiedza. Coś, co znamy, traci nad nami przewagę.

Nigdy nie wiem, czy kończenie w czasie minimalnym jest dobrą rzeczą, czy nie. To tak jakby albo się wszystko miało obkute na amen, albo nie wiedziało się nic i tylko myślało, że jest się obkutym.

Moim zdaniem poszło mi świetnie. Ian zawsze mówił, że nie ma sensu myśleć, że się oblało, kiedy już jest za późno, by coś z tym zrobić.

– Stój, to nie czas na amatorskie bohaterstwo.

– Amatorskie bohaterstwo? – głos Coreen wzniósł się o oktawę wyżej. – Zwalniam panią, pani Nelson! – Obracając się na obcasie, minęła Vicki i pomaszerowała w stronę budynku.

Śmiał się z niej tak, jak wszyscy przez całe jego życie śmiali się z niego. Coraz głośniej i głośniej, tak, że niemal go to przytłaczało. Czuł, jak śmiech odbija się echem w grimuarze, jak jego ciało zaczyna wibrować pod wpływem dźwięku, jak ten śmiech wplata się w pulsowanie w głowie.

„Skup się na najważniejszym i nigdy nie mów umierać”. Zwłaszcza kiedy „umierać” oznaczało wykrwawiać się na śmierć na brudnej podłodze i zafundować miastu, o świecie nie wspominając, Armagedon.

Zignorował Coreen, ale przykucnął po tej stronie pentagramu, gdzie leżała Vicki, i uśmiechnął się z aprobatą, patrząc na wzory z krwi na podłodze.

-Więc to ty jesteś życiem, które otwiera moją drogę do władzy.

Szkoda, że nie mogę pozwolić ci żyć. Z przyjemnością bym popatrzył, jak zareagujesz na moje plany.

Moc dana z wolnej woli jest potężniejsza niż moc wzięta siłą.

– Wierzysz w przeznaczenie? – zapytał.

– Wierzę w prawdę. Wierzę w sprawiedliwość. Wierzę w moich przyjaciół. Wierzę w siebie. – Przez jakiś czas nie wierzyła, ale teraz odzyskała tę wiarę. – I wierzę w wampiry.

Jego wargi musnęły skórę na jej nadgarstku, a gdy się odezwał, ciepły dotyk jego oddechu postawił na baczność każdy włosek na ciele Vicki.

– To wystarczy.


Chwała mojego ojca. Zamek mojej matki. – cytaty

Nie chciałem o tym pamiętać, z całych sił odpędzałem tę bolesną myśl. Stan umysłu, w którym wtedy żyłem, zrozumiałem dopiero dużo później, kiedy mój nauczyciel Aime Sacoman objaśniał nam idealizm subiektywny Fichtego. Tak jak ten niemiecki filozof sądziłem, że świat zewnętrzny jest moją osobistą kreacją i że to możliwe, żeby wysiłkiem woli usunąć z niego niemiłe wydarzenia, jakby za pomocą skreślenia. To z powodu tej wrodzonej wiary, wciąż dementowanej przez fakty, dzieci wpadają w taką złość, kiedy wydarzenia, nad którymi – jak sądziły – miały władzę, bezczelnie im się przeciwstawiają.

Wujek popatrzył w niebo i oświadczył:

-Nie będzie padać, a taka pogoda jest idealna na polowanie!

Lili mrugnął do mnie i szepnął:

-Gdyby musiał wypić to wszystko, co spadnie z nieba, to sikałby aż do Gwiazdki!

To powiedzonko wydało mi się fantastyczne, a Lili wyznał mi, że przejął je od swojego starszego brata, Baptistina.

Poszedłem za nim. Wyglądało na to, że ocenia moją zwinność niczym wytrawny znawca.

-Dobrze sobie radzisz, jak na kogoś z miasta.

-On umarł! On umarł!

-Ależ oczywiście – powiedział Lili – pułapki je zabijają!

-Ja nie chce, nie chcę! Trzeba go odumarnąć!

Próbował dmuchać w dziób ptaka, potem podrzucił go w powietrze, żeby pomóc mu wzlecieć… Ale biedna zięba spadła ciężko, jakby nigdy nie miała skrzydeł…

Ta rewelacja była tak niepokojąca, że dla uspokojenia przywołałem na pomoc mój sarkastyczny śmiech i powiedziałem zgryźliwym tonem:

-Ty wierzysz w duchy?

Oczywiście. Kiedy przyszedł po raz czwarty, ojciec przemówił do niego poprzez drzwi. Powiedział mu tak: „Słuchaj no, Feliks, ja jestem pasterzem jak i ty. Nie wiem, gdzie jest twój skarb. Tak więc nie przychodź mi zawracać głowy, bo ja muszę się wyspać”. A duch nie powiedział ani słowa, ale zaczął pogwizdywać i gwizdał tak przez co najmniej dziesięć minut. Wtedy mój ojciec rozzłościł się i powiedział: „Ja szanuję umarłych, ale jeśli nie przestaniesz, to wyjdę i wymaluję ci cztery znaki krzyża i sześć kopniaków w zadek”.

I cóż mi po mojej wspaniałości – są takie chwile, gdy przeznaczenie nas zdradza.

[…] w dodatku tysiąc razy niebezpieczniejsze za sprawą mych własnych opowieści, potwierdzonych moimi własnymi koszmarami…

Poszedłem za nim poprzez lawendy mokre od rosy.

Wspierając się na mojej włóczni, powiedziałem uroczyście:

-Żegnaj. Jestem pokonany. Wracam do domu.

[…] Kiedy przeszedłem jakieś dwadzieścia metrów, zatrzymałem się, ponieważ nie szedł za mną i bałem się, że w słabym świetle wstającego dnia straci mnie z oczu. Osadziłem drzewce mej włóczni w stepowym żwirze i przytrzymałem ją oburącz w pozie przygnębionego wojownika.

Efekt tego zabiegu okazał się natychmiastowy – Lili dołączył do mnie i uścisnął mnie.

Ponad ostatnimi mgłami zaśpiewał nagle skowronek. Nad moją klęską wstawał nowy dzień.

Uwożono mnie z mojej ojczyzny, a delikatne krople deszczu płakały za mnie, spływając mi po twarzy… Wyjeżdżałem, ale nie widziałem przed sobą żadnego wyzwania dla mej odwagi ani celu dla mojego serca. Samotny w wymownej rozpaczy, w rytmicznym stuku kopyt tyłem zagłębiałem się w przyszłość, jak królowa Brunhilda, długo wleczona po kamieniach za włosy przywiązane do końskiego ogona.

Ta komedia, którą odgrywałem z aktorską szczerością nie była bez pożytku. Czasem kabotyn, odgrywając bohatera, staje się prawdziwym bohaterem.

Takie jest życie. Trochę radości – bardzo szybko zatartych przez troski, o których nie da się zapomnieć.


W otchłani – cytaty

Odwróciłem się, pozwalając, by słowa Doktorka oderwały moją uwagę od dziewczyny z włosami jak schyłek bezchmurnego dnia. Najstarszy uczył mnie o starożytnych ludach, które wyznawały kult słońca. Nigdy tego nie rozumiałem – przecież słońce to tylko kula produkująca światło i ciepło. Jeśli jednak słońce Sol-Ziemi mienie się barwami i światłem jak włosy tamtej dziewczyny, to potrafiłbym zrozumieć, dlaczego starożytni oddawali mu cześć.

Czasem rzucałam się na materac, zaciskałam powieki i śniłam. Potrafiłam prześnić w ten sposób całe swoje życie, lecz gdy wreszcie się obudziłam, stwierdzałam z zaskoczeniem, że wskazówka zegara przesunęła się o kilka marnych minut.

Doktorek to dobry człowiek, ale na każdy problem ma tylko jedną odpowiedź:  leki. Nie lubi czuć, żadnych uczuć; woli spokój i pełną kontrolę.

To właśnie dlatego trzymał się tak gzyfowo blisko Najstarszego. Obaj myślą w taki sam sposób.

-Wiem, że ci ciężko. Jesteś inny.

-Tylko trochę.

-Och, bardziej niż trochę. Sam wiesz o tym najlepiej.

Odwróciłem się do fragmentu fałszywego okna. gwiazdy były kłamstwami. Przez chwilę je miałem, ale nie były prawdziwe.

[…] bo właśnie takie są sny: przeplatają się ze wspomnieniami i scenami, lecz nigdy nie są prawdziwe. I właśnie za to ich nienawidzę.

I chyba nie ma żadnego znaczenia, że zostawiłam na Ziemi życie. Chyba nie ma znaczenia, że kochałam Ziemię i że wszyscy moi przyjaciele żyli, starzeli się i umierali, podczas gdy ja leżałam w trumnie, otulona mroźnym snem.

Zwykle śnię o Ziemi. Chyba dlatego, że nigdy nie chciałam jej opuszczać.

I właśnie dlatego zamknięte drzwi wydały mi się czymś dziwnym. Po co zamykać drzwi, których nikomu nie przyszłoby do głowy forsować?

Zrozumiałam, że już za chwilę rozpocznie się proces zamrażania, a całe moje życie zamieni się w obłoczek pary, który z sykiem umknie przez szparę w drzwiczkach.

Przez ciasną przestrzeń komory przemknął zamrażający błysk. Byłam zakuta w lodzie. Byłam lodem.

Kiedy jeden z techników naparł na przednią ściankę kriokomory, by zatrzasnąć mnie w tej kostnicy, wyobraziłam sobie, że po drugiej stronie niewielkich drzwiczek czeka mój własny książę z bajki – że naprawdę obudzi mnie pocałunkiem i spędzimy razem cały kolejny rok.

Pokręciłam głową. Czy oni naprawdę n i c z e g o nie rozumieli? Przecież rok robił ogromną różnicę! To byłby rok dłużej z Jasonem, dodatkowy rok życia! Podpisała kontrakt na trzysta lat, a nie na trzysta jeden!

Góry, kwiaty, niebo… Ziemia. Za tymi drzwiami czekała Ziemia. I życie.

W jednej chwili mam jeszcze z nami była, a w następnej wszystko, co czyniło ją mamą, skostniało i zlodowaciało.

Leżała w przejrzystym pudle w zupełnym bezruchu, jakby się bała, że pęknie, jeśli choćby drgnie. Już wyglądała na martwą.

Pomogli mamie położyć się w przejrzystej kriokomorze, którą można by pomylić z trumną, gdyby nie fakt, że trumny mają poduszki i wydają się o wiele wygodniejsze. To było raczej pudełko na buty.

Albowiem kochają mnie ci, którzy odnaleźli naukę w fikcji

Najstarszy uważał, że władza jest kontrolą, że najlepszy przywódca to człowiek, który wymusza posłuszeństwo. A teraz, kiedy trzymałem Amy tak blisko, wreszcie dotarła do mnie prosta prawda – władza nie jest kontrolą; jest siłą i możliwością dzielenia się tą siłą z innymi. Nie jest przywódcą ten, kto zmusza ludzi, by czynili go silniejszymi, lecz ten,kto z chęcią odda część w ł a s n e j siły, aby ci ludzie mogli stanąć na własnych nogach.

To właśnie tej wiedzy brakowało mi od chwili, gdy zrozumiałem, że urodziłem się, by zostać przywódcą „Błogosławionego”. Rola przywódcy statku nie ma nic wspólnego z udowadnianiem, że jest się od kogoś lepszym, z rozkazywaniem, narzucaniem swojej woli i manipulowaniem.

Przywódca nie tworzy pionków – tworzy ludzi.

Chociaż… Skoro moje ziemskie życie musi się skończyć, niech skończy się obietnicą.

Niech skończy się nową nadzieją.

-Nie zostawisz mnie? – spytałam szeptem.

-Nigdy.


Mroczny płomień – cytaty

Jesteś tylko pionkiem w jego chorej gierce. On dostrzega wszystkie twoje słabości i używa ich, by pociągać za sznurki, jakbyś była marionetką.

Przecież w ciągu ostatnich czterystu lat był świadkiem tysięcy zmian mojego nastroju, słyszał mój głos w milionie jego odmian i doskonale wie, jak się zachowuję, gdy unikam odpowiedzi.

Pamiętam, co Miles powiedział mi kiedyś o aktorstwie – chodzi  w nim o projekcję, po wielokroć powtarzaną – trzeba wierzyć w kłamstwo tak gorliwie, by publiczność także w nie uwierzyła.

Postanowiłam uciec od swoich problemów, ale nie udaje mi się zajść zbyt daleko, bo nagle zaczynam rozumieć stare powiedzenie, które przeczytałam na kubku mojej nauczycielki angielskiego w ósmej klasie: Dokądkolwiek pójdziesz – tam będziesz.

Nie można uciec od problemów. Nie da się biec dość szybko, by całkowicie ich uniknąć To moja podróż i nigdy się od niej nie uwolnię.

Dzieci mają wrodzony talent, bo są otwarte na nowe możliwości. Dopiero później, gdy odkrywają, że społeczeństwo nie uznaje takich spraw, ukrywają swoje zdolności. Przeważa pragnienie, by być akceptowanym.

Jeśli czegokolwiek się ostatnio nauczyłam, to tego, że stawianie oporu nie przynosi efektu. Walka przeciwko temu, czego nie chcę, jedynie wzmacnia tę rzecz.

Postanawiam to jednak zignorować. Zrzucić z siebie, nie myśleć. Po raz pierwszy od bardzo dawna w końcu czuję się silna, pewna siebie, i nie pozwolę nikomu zasiać we mnie nawet odrobiny wątpliwości.

Ciemność zniknęła, pokonana przez światło, i nie ma możliwości, by coś poszło nie tak.

Nie martw się. Tym razem wiem, co robię. Tym razem będzie inaczej. Zobaczysz.

Nigdy nie tracisz czujności, nigdy nie pozwalasz sobie na bliskość – nie masz więc pojęcia, jak kochać i być kochanym, bo nigdy od nikogo nie doświadczyłeś miłości. Jestem pewna, że mogłeś dokonać innych wyborów i bez wątpienia byś to zrobił, jednak trudno podarować ludziom coś, czego sam nigdy nie miałeś, nigdy nie doświadczyłeś. Dlatego ci wybaczam.

Wchodzisz tu jak do siebie, zakłócasz moją prywatność tylko po to, żeby powiedzieć mi, jak mnie kochasz?

Sześćset lat – i nikt nigdy prawdziwie cię nie kochał. To smutne.Właściwie tragiczne. Tylko że to nie jest twoja wina.

Mimo tego, co zrobiłeś, wybaczam ci. A ponieważ ci wybaczam i cię uwalniam, nie możesz już na mnie wpłynąć i mnie zranić.

Taka jest prawdziwa miłość. Nie można jej zniszczyć – jest wieczna i przetrwa największą nawet burzę.

Zresztą zaraz pokażę mu, jak nudna staje się taka gra, w której uczestniczy tylko jedna strona.

-Słucham? Myślisz, że nigdy nie zrobiłem niczego dobrego?

-Myślę, że od dawna nie. Mogłeś zapomnieć, jak to się robi.

Jest więcej, dużo więcej. Więcej, niż potrafisz sobie wyobrazić. Rzeczy, które widzisz tu, są tylko maleńkim elementem dużo szerszej perspektywy. Mam wrażenie, że w brew temu co mówisz, przeczuwałeś to.

Szanuję twoje szczęście, mówiłem ci to już. A kiedy nareszcie dokonasz ostatecznego wyboru, wybierzesz któregoś z nas, chcę, by to był sprawiedliwy wybór. Tym razem naprawdę chcę, by był sprawiedliwy.

Wiem, że kazałem ci postąpić inaczej, ale gdybym znalazł się na twoim miejscu, zrobiłbym to samo.Póki życia, póty nadziei, prawda? Takie przynajmniej jest moje motto os ostatnich sześciuset lat.

Z trudem łapię oddech, poddaję się ogarniającemu mnie atakowi paniki, temu przemożnemu uczuciu, że to jeszcze nie koniec, że wydarzy się więcej, i to całkiem niedługo.

Bez względu na wszystko, zmierzymy się z tym r a z e m. Tak robią bratnie dusze. Właśnie tak robią.