Koralina – cytaty

– Mam nadzieję, że się nie zgubi. Jeszcze dostanie od tego półpaśca, zobaczysz – mruknęła panna Forcible. – Trzeba być prawdziwym badaczem czy podróżnikiem, by odnaleźć drogę w tej mgle.

– Ja jestem badaczem – powiedziała Koralina.

– Wiesz, Koralino – rzekła po chwili – grozi ci straszliwe niebezpieczeństwo.

Niebezpieczeństwo – pomyślała Koralina. To brzmiało podniecająco. Wcale nie wydawało się złe. Nie tak naprawdę.

Matka puściła jej słowa mimo uszu. Rozmawiała ze sprzedawczynią. Dyskutowały o tym, jaki sweter kupić Koralinie, i zgadzały się, że najlepszy będzie okropnie wielki i obwisły. Miały nadzieję, że któregoś dnia do niego dorośnie.

– Koty nie mają imion – odparł.

– Nie? – spytała Koralina.

– Nie – potwierdził kot. – Wy, ludzie, macie imiona. To dlatego, że nie wiecie, kim jesteście. My wiemy, kim jesteśmy, więc nie potrzebujemy imion.

Koralina przekręciła klucz w zamku. Usłyszała głośny szczęk.

Drzwi otwarły się wolno.

Po drugiej stronie nie było ceglanego muru, tylko ciemność. W przejściu wiał zimny wiatr.

Koralina nie zrobiła nawet kroku naprzód.

– Powiedział, że takie stanie i pozwalanie, by osy go żądliły nie wymagało odwagi – oznajmiła, zwracając się do kota. – Nie było to odważne, bo on się nie bał. Nic innego nie mógł zrobić. Ale powrót po okulary, choć wiedział
, że osy wciąż tam są, naprawdę go przeraził. To było odważne.

Postąpiła pierwszy krok w głąb ciemnego korytarza.

W powietrzu czuła woń kurzu, wilgoci i pleśni.

Kot maszerował obok niej.

– A czemu? – spytał, choć wydawała się wyraźnie znudzony.

– Ponieważ – odparła – kiedy się boisz, ale i tak coś robisz, to to wymaga odwagi.

Przez moment Koralina czuła się całkowicie zagubiona. Nie wiedziała, gdzie jest, nie była nawet pewna, kim jest. Zdumiewające, jak wiele z tego, czym jesteśmy, łączy się z łóżkami, w których budzimy się rankiem. I jak niezwykle krucha jest ta świadomość.

Dopiero gdy ktoś potrząsnął nią bądź wymówił jej imię, powracała z odległości miliona mil i w ułamku sekundy musiała sobie przypomnieć, kim jest, jak się nazywa i co to za miejsce.

Koralina miała wrażenie, jakby weszła w nicość.

Jestem badaczką – pomyślała Koralina – i muszę poznać wszystkie możliwe drogi ucieczki. Będę więc szła dalej.

– Ale jak można odejść od czegoś i jednocześnie do tego wrócić?

– Z łatwością – wyjaśnił kot. – Wyobraź sobie kogoś okrążającego świat. Zaczynasz odchodzić od jednego miejsca i w końcu do niego wracasz.

– Mały świat – zauważyła Koralina.

– Dla niej dość duży – odparł kot. – Sieć pajęcza nie musi być wielka, wystarczy, by łapała muchy.

Koralina zadrżała.

– Nie będzie trzymała mnie wiecznie w ciemności – powiedziała głośno. – Sprowadziła mnie tu, żeby grać. Gry i wyzwania. Tak powiedział kot. Tu, w mroku, nie stanowię wyzwania.

Słysząc to, druga matka uśmiechnęła się zwycięsko i Koralina przez moment zwątpiła, czy dokonała właściwego wyboru. Było już jednak za późno, by zmienić zdanie.

– Lubisz gry – oznajmiła. – Tak mi przynajmniej mówiono.

Czarne oczy drugiej matki błysnęły.

– Wszyscy lubią gry – odparła.

– Tak – potwierdziła Koralina, zeskoczyła z blatu i usiadła na stole.

– Nie ucieszyłoby cię bardziej, gdybyś mnie wygrała: uczciwie, jak należy? – spytała Koralina.

– Przysięgnę – odparła druga matka. – Przysięgnę na grób mojej własnej matki.

– A ona ma grób?

– O, tak. Sama ją do niego złożyłam, a kiedy zobaczyłam, że próbuje się wyczołgać, zakopałam z powrotem.

– Dziękuję, Koralino – odparła zimno druga matka. Jej głos nie dobiegał wyłącznie z ust, ale też z mgły, oparów, domu, nieba. – Wiesz, że cię kocham – dodała.

I wbrew samej sobie Koralina przytaknęła. Istotnie, druga matka ją kochała. Kochała ją jednak tak jak skąpiec pieniądze albo smok swoje złoto. Koralina wiedziała, że w guzikowych oczach drugiej matki jest jedynie własnością, niczym więcej. Domowym zwierzątkiem, które przestało bawić swoją panią.

Ogarnął ją lęk, że coś mogłoby wyskoczyć na nią znienacka, toteż zaczęła gwizdać, uznawszy, że w ten sposób utrudni temu czemuś zadanie.

– Uciekaj, dziecko – rzekł pełnym napięcia, wilgotnym głosem. – Opuść to miejsce. Ona chce, żebym cię skrzywdził, zatrzymał tutaj na zawsze. Abyś nigdy nie mogła dokończyć gry, bo wtedy wygra. Z całych sił nakazuje mi cię skrzywdzić. Nie mogę z nią walczyć.

– Możesz – odparła Koralina. – Odwagi.

– Jestem badaczem – rzekła teraz głośno, lecz dźwięczące w mglistym powietrzu słowa zdawały się martwe, przytłumione. – W końcu wydostałam się z piwnicy, prawda?

Istotnie, jednak jeśli była czegoś pewna, to tego, że mieszkanie na górze okaże się jeszcze gorsze.

– Nie boję się – powiedziała do siebie i nagle uświadomiła sobie, że to prawda.

Nic już nie mogło jej przerazić. Te stwory – nawet istota w piwnicy – to były iluzje, stworzone przez drugą matkę, upiorne parodie prawdziwych ludzi i zwierząt po drugiej stronie korytarza. Lecz druga matka nie umie stworzyć niczego naprawdę – pomyślała Koralina. – Potrafi jedynie naśladować i zniekształcać istniejące rzeczy.

– Ty naprawdę nie rozumiesz, prawda? -rzekła. – Ja wcale nie chcę wszystkiego, czego pragnę. Nikt tego nie chce. Nie tak naprawdę. Co to za zabawa dostawać wszystko, o czym się marzy, tak po prostu? Wtedy to nic nie znaczy. Zupełnie nic.

Jesteś zbyt bystra i zbyt cicha, by mogli cie zrozumieć. Nie potrafią nawet zapamiętać twojego imienia.

Trochę bolało; Koralina wiedziała, ze wkrótce zaboli znacznie mocniej.

Ręka bolała w miejscu zadrapania. Przez rozdartą nogawkę piżamy przeciekała strużka krwi. Bolało równie mocno jak w lecie, gdy matka zdjęła boczne kółka z roweru Koraliny. Wówczas jednak skaleczeniom i zadrapaniom (jej kolana pokrywały niezliczone strupy) towarzyszyło poczucie zwycięstwa, świadomość, że coś osiągnęła, czegoś się nauczyła, zrobiła coś, czego wcześniej nie umiała. Teraz miała wyłącznie poczucie klęski. Zawiodła tamte dzieci, zawiodła rodziców, zawiodła też samą siebie, wszystkich.

Zamknęła oczy, marząc o tym, by zapaść się pod ziemię.

– Wróciłaś zatem – powiedziała druga matka. Nie sprawiała wrażenia zadowolonej. – I przyniosłaś ze sobą szkodnika.

– Nie – nie zgodziła się Koralina. – Przyniosłam przyjaciela.

– Wiesz, że cię kocham – oznajmiła beznamiętnie druga matka.

– Masz zabawny sposób okazywania miłości.

To jest to – pomyślała Koralina. – Chwila prawdy. Moment, gdy wszystko się wyjaśni.

Dla niej cała gra stanowiła jedynie rozrywkę, nic więcej.

– Wrócimy do domu – powiedziała głośno Koralina. – Wrócimy. Pomóżcie mi. – Uskoczyła przed upiornymi palcami.

I wtedy ręce duchów przeszły przez nią, użyczając jej siły, której już nie miała.

Gwałtownie łapiąc oddech, wpadła do pokoju, zatrzaskując za sobą drzwi z najgłośniejszym, najbardziej zadowalającym hukiem, jaki w życiu słyszała.

Nigdy wcześniej niebo nie było tak bardzo niebem, a świat tak bardzo światem.

– Po prostu cieszę się, że to już koniec – odparła Koralina.

Czy tylko to sobie wyobraziła, czy też po twarzach pozostałych uczestników pikniku przebiegł cień.

Chłopiec po lewej próbował uśmiechnąć się odważnie, lecz jego dolna warga zadrżała. Przygryzł ją; milczał.

– Moja guwernantka – dodał chłopiec – mawiała, że nikomu nie przypada większe brzemię, niż zdoła udźwignąć. – Mówiąc to, wzruszył ramionami, jakby wciąż nie był pewien, czy to prawda, czy nie.

– Powodzenia – powiedziała skrzydlata dziewczyna. – Życzymy ci szczęścia, mądrości, odwagi. Choć pokazałaś już, że nie brak ci żadnego z owych błogosławieństwa. Masz ich wręcz w nadmiarze.

– Ona cię nienawidzi – stwierdził chłopiec – Od tak dawna niczego nie straciła.

– Ale to nieuczciwe! – rzekła we śnie gniewnie Koralina. – To po prostu nieuczciwe. Wszystko powinno się skończyć.

Chłopiec o brudnej twarz wstał i mocno uścisnął Koralinę.

– Pociesz się tym – szepnął – że żyjesz. Jesteś żywa.

To właśnie śpiewała, maszerując przez lasek. Jej głos prawie nie drżał.

Koralina odetchnęła cicho.

Teraz nadeszła najtrudniejsza część zadania.

Koralina zaczęła powoli liczyć. Dotarła do czterdziestu, nim usłyszała stłumiony plusk. Dobiegł z bardzo daleka.

Ktoś kiedyś powiedział jej, że jeśli popatrzy w górę z kopalnianego szybu, to nawet w pogodny dzień widać nocne niebo i gwiazdy. Koralina zastanawiała się, czy dłoń także ujrzała gwiazdy z dna studni.

Szybko przeciągnęła ciężkie deski z powrotem na cembrowinę, zakrywając ją bardzo starannie. Nie chciała, by coś wpadło do środka. Nie chciała, by cokolwiek się stamtąd wydostało.

– Koralina – powtórzył z zachwytem i szacunkiem pan Bobo. – Doskonale, Koralino.

– Myszy mówią, że wszystko jest już dobrze – rzekł. – Mówią, że nas ocaliłaś, Karolino.

Reklamy

2 responses to “Koralina – cytaty

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: