Category Archives: Strona główna

Pomiędzy – Zwiastuny


Intruz

Tytuł: Intruz

Tytuł oryginału: The Host

Autor: Stephenie Meyer

Polskie wydawnictwo: Jaguar

Ilość stron: 560

Moja ocena: 5/6  Czy tak właśnie miał wyglądać koniec świata? Nadzwyczaj inteligentne dusze, obejmujące kontrolę nad wszelkimi organizmami, zaczynają zasiedlać Ziemię. Stłamszone ludzkie „ja” giną, gdy tylko świetlista masa zwiąże się z ich połączeniami nerwowymi. Melanie zawziętość za życia udaje się jednak zachować również po zasiedleniu jej przez duszę. Jak dwie osoby mogą żyć w jednym ciele?

Zadziwiające, że Intruza napisała autorka Zmierzchu! Wybaczcie, mi to nazwisko kojarzy się tylko z jednym. Zadziwiające również, że obie książki tej autorki wywołały we mnie tak sprzeczne uczucia. Intruz mnie zachwy…. a nie, o tym będzie niżej. 🙂

Numer jeden. Fabuła. Jako osoba, która kocha się we wszystkich antyutopiach i postapokaliptycznych dziełach (!) nie było szans, że książka nie przypadnie mi do gustu. Jedyne, czego się bałam, to styl (ale spokojnie, było to zanim zaczęłam czytać Intruza). Przeświadczenie to wynikało zapewne z uprzedzeń do autorki. Na szczęście, zostałam bardzo mile zaskoczona!

Fabuła zaczyna się od pierwszej strony. Plus. Mknie jak woda w górskim strumieniu  i porywa nas ze sobą. Wszystko składa się w jedną spójną całość. Historia zamknięta na kartkach książki zmienia wciąż swój kształt niczym plastyczna masa. Bazą dla całej gamy nieprzewidywalnych zdarzeń jest nietuzinkowy pomysł jak i charakterne połączenie obu tak różniących się bohaterek.

Gdy dochodzi do inwazji Ziemi pewne jest, że stajemy po stronie ludzi. I faktycznie tak się dzieje, lecz, co zadziwiające, jedynie do czasu poznania Wagabundy. Okazuje się, że ta druga strona nie jest wcale taka, jaka mogłaby się wydawać. Autorka w swym dziele nie jest stronnicza, pozostawia czytelnikowi wolną rękę. A to, że czytelnik również stronniczy nie będzie, jest jej swoistym osiągnięciem.

Przesłanie. Ot, co! To, czego brak odczuwamy ostatnio coraz częściej. Ta książka ma przesłanie i choćby to, czyni ją jeszcze bardziej atrakcyjną. Ukłony w stronę pani Meyer, ponieważ właśnie sposób ukazania tej historii zdeterminował czy, i jaka będzie puenta, podsumowanie, esencja całego dzieła. Co więcej porusza ona ważne problemy, również natury moralnej. Jedyne więc, co nam pozostaje, to je po prostu dostrzec.

Ile można zrobić dla miłości? Najwidoczniej wiele, a nawet wszystko. Zdaje się, że jest to uczucie, które jest niezbędne do bycia człowiekiem. Kwestia człowieczeństwa poruszona w niezwykły sposób, z perspektywy nieczłowieka, każe nam przystanąć i pomyśleć Co sprawia, że jesteśmy ludźmi?

Intruz okazał się naprawdę ogromnym zaskoczeniem. Dostarczył całkiem sporą dawkę emocji i, przyznam się, wciągnął mnie aż do ostatniej strony. Poprzez punkt widzenia Wagabundy zdajemy sobie sprawę jak dziwne a zarazem piękne jest wszystko to, co nas otacza. Jestem pewna, że Intruz wart jest przeczytania, w szczególności dla miłośników postapokaliptycznych klimatów.

 

 


Czarny brylant

Tytuł: Czarny brylant

Tytuł oryginału: Beyond Compare

Autor: Candace Camp

Polskie wydawnictwo: Herlequin

Ilość stron: 412

Czarny brylant – przedmiot owiany wieloma legendami trafia niespodziewanie w ręce pięknej Kyrii Moreland. Czy młoda dziewczyna z dobrego domu będzie w stanie stawić czoła wszystkim, którzy za wszelką cenę pragną zdobyć relikwiarz? Z pomocą przychodzi jej Rafe McIntyre, który wkrótce zostaje oczarowany nie tylko tajemnicą szkatułki, ale i urodą jej posiadaczki.

Książka która tym razem wpadła w moje ręce okazała się dla mnie niemałym zaskoczeniem. Epoka wiktoriańska. Tego się spodziewaliśmy. Gonitwa za relikwiarzem. Czemu nie? Miłość. Koniecznie. Tylko j a k a. Długą i roztropna. Ach, na reszcie! Cała książka nie opierała się na tej miłości, ona była jedynie dodatkiem. Co najlepsze, tę miłość czytelnik mógł z własnego wyboru postawić na piedestale. Nikt mu jej nie narzucał.

Fabuła wcale niebanalna. Pełna zaskakujących zwrotów akcji, momentami nawet mrożąca krew w żyłach. Przyznaję się do otwierania buzi ze zdziwienia gdy preludium książki powoli dobiegało końca, by odsłonić prawdziwego winnego. Ciekawe posunięcie, pani Camp!

Prawdę mówiąc zaintrygowało mnie to, że nie było tu tego specyficznego klimatu towarzyszącego wiktoriańskim krynolinom. Ot, akcja mogłaby dziać się nie na krużganku arystokracji i wcale nie byłoby większej różnicy. Odarto długie suknie i całowanie w rękę z czaru i magii. A raczej tego czaru nie nadano. Może i dobrze? W końcu nie każda arystokratka z dobrego domu wybiera się do palarni opium w męskim stroju…

Ach te bliźnięta! Owszem, ich charakterki pokazano nam już na początku. Co tu więcej mówić – rozrabiaki.  Ku mojemu zdziwieniu jakby wydorośleli, albo w tej jednej chwili, gdy trzeba było działać, uruchomili godny podziwu tok rozumowania. Niemniej jednak, tak nagła zmiana wydała mi się zbyt dziwna, zbyt sztuczna. Polubiłam te dzieciaki, temu nie zaprzeczę, jednak niemoc zdecydowania się na to, jaki charakter miały w zamierzeniach autorki wytrącił mnie z równowagi.

Komu polecam? Z pewnością tym, których choć trochę ciągnie do powieści w stylu „Kto zabił?”, tyle że w nowej, innej odsłonie. Tym, którym wielka miłość po zaledwie pięciu stronach książki wydaje się miłością zbyt szybką i nierealną. Jeśli macie sentyment do  d a w n e g o (mam na myśli pozytywnego!) nastawienia mężczyzn do kobiet oraz trochę „unormalnionej” opowieści rodem z czasów szerokich krynolin, to czemu by nie przeczytać Czarnego brylantu?

 


Czarny brylant – cytaty

– Uczę tak, jak mnie uczono.

– Czyli na pamięć i powtarzając wszystko bez końca – podchwyciła Kyria. – Geografia może być fascynująca. To nauka o lądach i kulturach innych niż nasze. Wszystko jednak można zabić uczeniem się na pamięć nazw krajów i ich stolic.

[…] Wydawało mi się, że czas ruszać w drogę…

Puścił jej dłoń i uniósł płynnym ruchem, a następnie pochylił się, by pomóc jej wstać.

– Tak jak teraz – dodał lekkim tonem, chociaż w głębi oczu czaił się smutek.

Tak trudno było jej czekać.

Była w nim arogancja, która nie pasowała do jego pospolitego wyglądu

[…] Ro błąd, pomyślał Rafe. Mężczyzna ubrał się tak, by wtopić się w tłum, a jednocześnie nie był w stanie nie okazywać swojej wyższości.


Gorączka – Zwiastuny


Gorączka

Tytuł: Gorączka

Tytuł oryginału: Fever

Autor: Dee Shulman

Polskie wydawnictwo: Egmont

Ilość stron: 432

Moja ocena: 5/6 Eva – ponadprzeciętnie inteligentna nastolatka umiera. By żyć dalej… Jej losy splatają się z losami gladiatora – Sethosa. Pomimo odległości o całe wieki dane im będzie znów ze sobą się spotkać. Jednakże tym razem wisieć będzie nad nimi groźba nie tylko ich własnej śmierci, ale i potężnego wirusa, który pochłania wiele ofiar. Oboje będą musieli stawić mu czoła.

Prawdę mówiąc, Gorączka na pierwszy rzut oka wydaje się być przejmująca, tak niezwykle dogłębna. Spodziewamy zachwycić się nietuzinkową historią. Bo niby co wspólnego ma dziewczyna z XXI wieku z gladiatorem? No właśnie?

Początek wciąga. Nawet bohaterka – tak inny od reszta, zjednała sobie moją przyjaźń i szacunek. A raczej – właśnie dlatego, że była inna. Lubimy inność. Pozornie. Jednak chyba większe zainteresowanie wzbudził we mnie los Sethosa. Opowieści sprzed wieków były tak barwne, tak jakby życie Evy i Sethosa miało miejsce w tym samym czasie, lecz w innym wymiarze. Świat Sethosa tryskał większym nawet realizmem aniżeli XXI wiek. To w nim ukryły się największe emocje, największe uczucia. Sekrety, tajemnice. Strach. Żądza krwi. I pomyśleć, że kiedyś było tak naprawdę…

Można było nawet uwierzyć, że ich losy faktycznie mogą się połączyć, zdając się na zmysł autorki. I stało się tak naprawdę. Jednakże za mało zostało powiedziane. Wciąż nie rozumiem tamtego świata – zawieszenia w śmierci, czy też w życiu. Trudno orzec. Nie zrozumiałam tamtego miejsca. Czekałam całą książkę na wyjaśnienie wszystkiego, w tej kwestii zawiodłam się. Chociaż nie osądzajmy zbyt pochopnie – może odnajdziemy odpowiedzi na nasze pytania w kolejnej części?

W szczególności upodobałam sobie obraz miłości w Gorączce. Jest subtelna, delikatna, a jednocześnie pełna mocy. A przede wszystkim – nieśmiertelna.

Ale jest również błąd, bariera, która nie pozwala mi w pełni pozytywnie ocenić tej książki. Tak małą rolę odegrała w niej tytułowa (dobrze, raczej powiązana z tytułem) choroba! Gdzież jest ziszczenie tych wszystkich obietnic z okładki? Gdzie ich walka o ocalenie biednej, bezbronnej ludzkości?

Jednoznacznie ocenić tej książki nie mogę. Z jednej strony – naprawdę ciekawa, dobry styl, fabuła też niczego sobie. Ale ze strony technicznej (i nie jest tu mowa o okładce! okładka piękna!) niedopracowana. Nie jestem pewna, czy luki te zostaną załatane poprzez inne tomy.  I niedosyt, który zostawiła, nie jest tym z rodzaju „Sięgnę po kolejną część!” a raczej niezałataną dziurą, którą ktoś przeoczył. Tym, co chciałabym dalej poznać to kolejne dawki emocji i jako taki finał całej historii. Czy książka jest dla Was? W tym wypadku, ocenę pozostawiam Wam samym.


Gorączka – cytaty

Myślę, że to obłęd, że każe nam się wybierać między przedmiotami humanistycznymi, ścisłymi a sztukami pięknymi. Dlaczego uczniów miałby interesować tylko jakiś niewielki fragment wszechświata? Tyle rzeczy warto poznać i zrozumieć… Gdybym mogła, uczyłabym się wszystkiego, bez wyjątku…

Protix Canitis, jego potężny, ciężko uzbrojony przeciwnik, ruszył na Sethosa, potrząsając mieczem w kierunku tłumu. Widownia zawyła z zachwytu. Seth uświadomił sobie, że teraz on powinien pozdrowić publiczność. Uniósł głowę, udał, że salutuje, i uśmiechnął się szeroko. Tłum oszalał.

Gal obrócił się niezdarnie, ale Sethos wiedział, że ten człowiek nie był niezdarny. Udawał. Protix pozorował niezgrabność na początku walki, by później wydać się zręczniejszym, kiedy już wymierzy celny cios. A Protix był zabójczo celny.

Nie miał zamiaru zabijać ani zadawać śmiertelnych ran. Laniści woleli, gdy ich wojownicy pozostawali przy życiu. Nikt jednak nie miał kontroli nad tłumem, a to on decydował o ostatecznym wyniku.

Zarówno Seth, jak i Protix byli świadomi tego, że muszą zacząć walczyć naprawdę albo tłum stanie się okrutny.

Nie znalazł jej tam. Łąka była pusta. Cisza dźwięczała w uszach. Nawet ptaki nie śpiewały. Wokół migotała cienista zieleń. Seth skulił się pod drzewem, dotykając pnia, trawy, ziemi, wszystkiego, co mogło go znów z nią związać. Nie pozostał tu jednak nawet je ślad.

Rzeczywiście, czysty realizm – trup z łzami płynącymi po policzkach.

Przyrzekłam sobie wyrzucić go z mojego życia, a teraz tak ogromnie pragnęłam, by znów się w nim pojawił. Byłam idiotką.

Nigdy nikt mnie nie spławiał, chociaż samej udało mi się spławić kilka osób. Nie miałam więc problemów z rozpoznaniem tego słownictwa. Chyba nawet nie byłam zaskoczona. Otępiała. Zdruzgotana. Osłabiona. Ale nie zaskoczona. Pomijając wszystko, inni mieli do Setha znacznie większe prawa niż ja. I jeśli czegoś się dowiedziałam, to tego, że wszyscy chcieli mieć kawałek Setha dla siebie.

Nie należał do mnie.

Nie potrafiłam znieść jego obecności. Nie patrzyłam na niego ani go nie szukałam. Zabraniałam wymawiania jego imienia w mojej obecności, co sprawiało, że rozmowa czasem kulała, bo wszyscy byli nim tak bardzo zainteresowani.

Gdy tylko zamknęłam oczy, ujrzałam jego obraz pod powiekami. Ale nie było to przerażające wspomnienie z jakiegoś wcześniejszego życia, lecz obraz, który zazwyczaj ukazuje się głupim zakochanym nastolatkom. Dlaczego moim przeznaczeniem było związać się z jedynym chłopakiem, który nie odwzajemniał moich uczuć?

– Ewo… – wykrztusił.

Pociągnął mnie w swoje ramiona i oboje zalaliśmy się łzami. A potem zaczął mówić. Po łacinie.

– Kiedy leżałem chory i nieprzytomny, siedziałaś ze mną dniami i nocami, kojąc moje koszmary śpiewem… przypominając mi, że mam dokąd pójść, mam dokąd wracać. Wtedy właśnie się w tobie zakochałem.

Poczułam, że wymykam się z uścisku Setha i spadam w ciemność… znów nieskończenie samotna…

– Czy ta karykatura człowieka była tego warta, kochanie? – prychnął, po czym bezlitośnie zaczął zadawać ciosy. Trysnęła krew, Seth jęknął i padł na twarz.

– I ty śmiesz się zwać gladiatorem – szydził, kopiąc bestialsko skulonego u jego stóp, broczącego krwią człowieka.

– Przestań! – krzyknęłam,pojmując wreszcie, że Kasjusz szykuje dla nas powolną śmierć.

Zamknęłam oczy. Czułam, jak wraz z bulgotem krwi zmieszanej z powietrzem uchodzi ze mnie życie. Osunęłam się na ziemię.

– Ewa, przestań… – jęknął. – Mój pocałunek cię zabije.

– A zatem będzie to dobra śmierć – szepnęłam, ujmując jego twarz w dłonie.

Kiedy nasze usta się spotkały, wiedziałam, że chcę pójść wszędzie tam, dokąd zaprowadzi mnie ta miłość.