Życie, które znaliśmy

Tytuł: Życie, które znaliśmy

Tytuł oryginału: The Last Survivors: Life as we knew it

Autor: Susan Beth Pfeffer

Seria: Ocaleni (Tom I)

Polskie wydawnictwo: Jaguar

Ilość stron: 352

Moja ocena: 6/6Życie Mirandy nie wyróżnia się niczym szczególnym od żyć setek innych jej nastoletnich rówieśniczek. Dzień po dniu. Szkoła, miłość, rodzina, pasja. Każdy fragment jej życia ma swoje miejsce w dzienniku. Wzloty i upadki. Nadarza się okazja by opisać coś innego, coś, co zdarzyło się po raz pierwszy w życiu wszystkich – zderzenie asteroidy z Księżycem. Jednak, jak się okaże, Księżyc z romantycznej tarczy zmieni się w złowrogą przyczynę wszystkich nieszczęść. Powodzie, wybuchy wulkanów. Głód. Choroby.

Koniec świata. Koniec świata stał się życiem Mirandy. On też znalazł swoje miejsce w jej dzienniku.

Życie, które znaliśmy to jedna z tych  książek, w których tak wielką wartość stanowi życie, a których (moim zdaniem) jest w księgarniach wciąż za mało. Bardzo dobra książka jest jak stos dobrych książek. Pochłania Cię bez reszty i nie daje żyć inną historią, nim jej nie ukończysz. I dobrze. Bo właśnie takie jest Życie, które znaliśmy.

Jak już wspomniałam, główną wartością w tej poruszającej opowieści jest życie. Generalnie rzecz biorąc, bez życia przecież nie byłoby miłości, o której tak chętnie rozprawiają autorzy bestsellerów. Reszta to dodatek. Emocje to dodatek. Bo wszystko to zawiera się w pakiecie zwanym „życie”. Najbardziej chyba ekscytujące, a zarazem tragiczne jest to, że  historia Mirandy zaczęła się „normalnie”. Dla niej wartością byli przyjaciele, rodzina, i szereg tych przyziemnych spraw, którymi, ze skrywaną lubością, przejmujemy się na co dzień. Przeraża więc to, że my żyjemy dziś tak samo, jak ona kiedyś. Czy zatem czeka nas podobna przyszłość? Przyszłość, w której nie będzie prądu, ciepła a odwiecznym problemem będzie jedzenie? To jest coś więcej niż fantastyczne gdybanie czy, rzekłby ktoś, zmyślona historyjka, przecież i to może kiedyś spotkać nas. Tak więc usiądź wygodnie, Drogi Czytelniku, i zastanów się nad wartością życia. Bo chyba właśnie o to tu chodzi. Są wzloty, są upadki. Chwile szczęścia i smutku. Jednak czasami z najważniejszych wartości nie zdajemy sobie nawet sprawy. Bo mamy wszystko rzucone pod nos, ot co. A gdyby nie było? Poradzilibyśmy sobie? A może bezradni, zmienilibyśmy się w zwierzęta bądź zapomnieli o wartościach. Gdzieś w głębi tej książki nawet ten przypadek jest rozważany. Jednak na pierwszym miejscu są wartości, nawet te, których w tym „normalnym” życiu w ogóle nie dostrzegaliśmy.

Och, dość tego wymądrzania! : ) Książka jest wspaniała i zasługuje na uznanie. Z pewnością dużą część jej uroku stanowi to, że właściwie jest to dziennik głównej bohaterki. A gdyby tak zmienić okładkę, bądź oprawić ją w skórę? Dodać parę kleksów. Byłby taki autentyczny! Powracając jednak do tematu, wciąż nie mogę nadziwić się stylowi tej książki. Mimo, iż dziennik nie jest pisany dzień w dzień, to przekazuje garść informacji, z pewnością tych ważnych, ale bez pomijania szczegółów, które nadają książce, i tym samym całej historii, tego nieokreślonego czaru. Mimo, że czytałam relację całego dnia, to wyobraźnia odtwarzała go na bieżąco. Nie potrafię wskazać granicy pomiędzy dziennikiem a opowiadaniem z punktu widzenia pierwszej osoby. Jest ona chyba niezwykle cienka, lub nie ma jej w ogóle, bo całość zręcznie przeplata się,  miesza, wplątując w to czytelnika.

Choć było coś, czego mi zabrakło. Dramaturgii. Opowiadanie, mimo, że z pierwszej osoby, było zbyt zimne. Zbyt oschłe. Nie zapłakałam nad tą książką ani razu. Rzecz jasna nie brakuje jej realności, lecz nie ma tu tych szczegółów, które miałyby jakieś nawiązanie do przeszłości. Do początku tej historii. Do dawnego świata. Żyło się z dnia na dzień, to oczywiste. Z mojego punktu widzenia emocje towarzyszące „końcu świata” powinny być ogromne. Choć może moja teoria ze zwierzęceniem wcale nie była taka aż nie na miejscu? Może i faktycznie chodziło tylko o jedno – o przetrwanie, lecz nie takie egoistyczne, po prostu troskę o życie, zarówno swoje jak i tych których kochamy.

Czyż powinnam pisać czego nie było w książce? Chyba nie, lecz napiszę. Każda książka, która nie ma nudnych (wybaczcie określenie) „przerywników” ma u mnie dużego plusa. Wciąż wspominam książki – męczarnie w stylu: zabito ją a dwieście nieciekawych stron później, ożyła. A w tym przypadku nie było ani dwustu nieciekawych stron, ani stu, właściwie to ani jednej.

Życie, które znaliśmy to ciężka artyleria. Pozostaje w myślach, pozostaje w wyobraźni. I chyba nie szybko się stamtąd ulotni, o ile w ogóle. Pokazuje, jak silni mogą być ludzie, by chronić tych, których kochają. Dzięki niej można zauważyć to, co najważniejsze w życiu każdego. Wartości, których na co dzień nie dostrzegamy, bądź bezwzględnie się wypieramy. Książka z przesłaniem to jedno, bardzo dobra książka to drugie. Życie, które znaliśmy jest jednym i drugim. Wspaniała, wciągająca, poruszająca. Pokazuje co jest ważne. Co jest naprawdę ważne.

Klikajka:

Reklamy

One response to “Życie, które znaliśmy

  • my blog

    Whats Going down i’m new to this, I stumbled upon this I have discovered It absolutely useful and it has helped me out loads. I hope to give a contribution & aid different users like its aided me. Great job.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: