Cinder

Tytuł: Cinder

Tytuł oryginału: Cinder

Autor: Marissa Meyer

Seria: Saga księżycowa (Tom I)

Polskie wydawnictwo: Egmont

Ilość stron: 440

Historia o świecie przyszłości. Okrutnym i bezwzględnym. Świecie, w którym przyszło żyć Cinder. W którym przyszło żyć Kopciuszkowi…

Cinder od czasu wypadku ma metalową nogę, rękę, kręgosłup i wyświetlacz na siatkówce. Od czasu tragicznej śmierci jej rodziców ma silikonowe serce. Tylko ona go przeżyła. Od tej pory nie była nadal człowiekiem. Była cyborgiem.

Pod opieką okrutnej Adri jej życie opiera się jedynie na pracy i upokorzeniu. Od śmierci prawnego opiekuna, męża Adri, w domu traktowana jest niczym rzecz. Zbędna rzecz, jak mawia macocha. Gdy śmiertelna choroba, letumosis, dopada również ich rodzinę, Adri w porywie gniewu sprowadza na Cinder pewną śmierć.

Jednak, jak się okaże, zsyłka na śmierć da jej życie. Lecz czy to właśnie jej życie jest tak ważne? Pośród wielu intryg, tajemnic i zawikłanej polityki dla Cinder również znajdzie się miejsce. Choć wcale o nie nie prosiła…

Historia o kopciuszku? I to w przyszłości? To Cinder! A to nie byle jaka historia, oj nie byle jaka…

Powrót do korzeni. Wiecie, inspirowanie się tym, co już było, co jest powszechnie znane, ale jakoś nikt dotąd nie wpadł by to odnowić. Uwspółcześnić. Jednak w życiu nie pomyślałabym, że Kopciuszek może być cyborgiem i walczyć o coś więcej niż tylko życie w luksusach i odwzajemniona miłość księcia. Autorka wprowadza historię Kopciuszka na nowy poziom. A od jej biegu zależy o wiele więcej, niż ktokolwiek mógłby się spodziewać…

Jednym z tych rzeczy, które rzuciły mi się w oczy już od początku był styl książki. Przystępny a zarazem  obrazowy. Przy ukazaniu nowoczesnego świata przyszłości istniało duże ryzyko niepowodzenia; opisy wykonywane niewprawnym piórem nie potrafiłyby oddać klimatu czegoś co nie istnieje. W tym przypadku czytelnik dostał wolną rękę. Trudno określić czy to niedociągnięcia autorki czy też zamierzony efekt, przy którym można dodać do historii Cinder coś swojego. Brakowało mi opisów nowych rzeczy. Bo czym może być awiar? Możemy wnioskować, wymyślać. Jednak co jeśli w dalszych wątkach okaże się, że to wcale nie latający samochód a statek kosmiczny (nie sugerujcie się :)). Wtedy w naszej wyobraźni rodzi się zamęt, a historia, którą opowiada książka, traci na wiarygodności. Poza tym do stylu nie mam zastrzeżeń. Były strony, które potrafiłam czytać 2-3 razy (teraz wiecie, dlaczego tak długo zajęło mi czytanie :D), dlatego, że były napisane w niezwykły sposób. Po prostu trafiały prosto do serca czytelnika.

Napięcie w miarę czytania rosło, wzmagało się. Po prostu czasami nie wytrzymywałam i leciałam kilka, a nawet kilkanaście, stron dalej by tylko dowiedzieć się jak potoczyły się sprawy. Potem wracałam do momentu, z którego zostałam wyrwana i w pełni rozkoszowałam się grozą sytuacji. Jednak mimo uzyskania wspaniałego napięcia w Cinder, to zbyt dużo w środku zakończenia. To, co powinno zostać odkryte, wraz z Cinder, przez czytelnika na samym końcu, podejrzewałam od co najmniej połowy książki. A zakończenie… no cóż, nie zaskoczyło. Mimo to to z chęcią sięgnę po kolejną część. Człowiek po prostu chce wiedzieć jak potoczą się losy dziewczyny. Chyba nawet odnalazłam w tej postaci coś z siebie i, chcąc nie chcąc, bezpowrotnie przywiązałam się do Cinder.

Postacie są tak prawdziwe. Każdy odruch, słowo związane jest z osobną historią każdej z nich. Brak tam idealizmu. Tego idealizmu, który tak skutecznie potrafi sprawić, że ma się ochotę najzwyczajniej odłożyć książkę na półkę i już nigdy, przenigdy do niej nie wrócić. Ktoś z wzburzonego tłumu mógłby spytać: A książę Kai? Przecież on jest idealny! Tu właśnie trzeba zauważyć różnicę. Różnicę pomiędzy dobrą postacią, a postacią wyidealizowaną. Cinder styka się z różnymi, przeróżnymi ludźmi – tak jak i zwykli ludzie w swoim życiu. I to jest tym więzadłem pomiędzy naszym światem, a światem Cinder. Umiejętnie poprowadzona historia staje się realna w naszych głowach. Mimo, że pisana z perspektywy osoby trzeciej, czytelnik po prostu staje się Cinder. Ja byłam Cinder.

W książkach, jakichkolwiek, szukam efektowności. Złożenia sytuacji w taki sposób by lśniły swoją unikalnością, uwodziły sceną. Tak jak kadr filmowy. I tu Cinder nie zawiodła, w szczególności w ostatecznym rozstrzygnięciu. Nietypowa, magiczna. Sprawiła, że obrazy wyobraźni przekształciły się w film zasługujący na Oscara.

Cinder to niezwykła powieść. Nie musisz lubić romansów, by ci się spodobała. Nie musisz czytać o świecie przyszłości, by cię uwiodła. Wystarczy, że w książkach szukasz tego, co ludzkie. Szukasz wartości, które powinny być na pierwszym miejscu. Szukasz siebie.

Tak jak Cinder.


Klikajka:

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: