Traktat o pożyczaniu

Tak więc witam! Zapragnęłam napisać artykuł. Ot, taka nowa forma komunikacji. Tak na początek możecie mnie zbesztać za (pozwolę sobie na słowotwórstwo, niczym John Harding w „Siostrzycy”) „bezczynnienie” przez tak długi czas. Sewiasterecenzje były codziennie pod moim czujnym okiem, jednakże (o, zgrozo) brakowało czasu na czytanie. Nie będę wnikać, czy to przez niefortunne zbiegi okoliczności, czy przez złośliwość nauczycieli 😉 Poza tym muszę wybrać gdzie będę kontynuować edukację, a podjęcie takiej decyzji wcale proste nie jest.

Oj wiem, „winny się zawsze tłumaczy” 😀

Przejdźmy jednak do tematu, czyli moje wywody na temat pożyczania książek. Otóż pytanie jest proste „Pożyczać, czy nie pożyczać?”. Posłużę się tutaj przykładem przeciętnego bibliofila. Taki „czytacz” (znowu „hardinguję” :D) ma w swojej kolekcji kilka, czy kilkanaście książek. Dajmy na to, że któraś z książek przeczytanych niedawno strasznie mu się spodobała. I co wtedy robi „czytacz”? Otóż, rozpływa się nad jej zaletami wśród znajomych. A nóż, widelec jakiś znajomy pomyśli „Ty, a może to jednak fajne jest?” i pada kluczowe pytanie: „POŻYCZYSZ?”.

Dla jednych książki to po prostu kupa kartek, dla innych to coś cennego. Zakładamy, że dla naszego „czytacza” książki (w sensie materialnym) zajmują wysokie stanowisko w hierarchii wartości. A już zwłaszcza te, które szczególnie przypadły mu do gustu (ach, te sentymenty). Jeśli „czytacz” zna daną osobę i w pełni jej ufa (a z kolei ta osoba rozumie wartość książki) to prawdopodobnie pożyczy jej nawet jedną z tych, która ma dla niej, wyżej wspomnianą, wartość sentymentalną.

Co jednak, jeśli dana osoba nie wydaje się na tyle „opiekuńcza” by powierzyć mu nasze cudeńko z matową okładką na czas bliżej nieokreślony? Masa ludzi posiada tak zwany „słomiany zapał”, a przecież nikt im nie obiecuje, że ich opinia na temat publikacji będzie pokrywać się z naszą. Sądzę, że w takim przypadku nasz „czytacz” powinien zastanowić się 2 razy.

Ale to tylko przykład. Dotyczy on tylko naszego „czytacza”. Osobiście uważam, że warto pożyczać książki. W ten sposób przyczyniamy się do rozwoju emocjonalnego ludzkości, a i znajdujemy „bratnią duszę” ,z którą możemy dzielić się ekscesami z powieści. Jeśli naprawdę martwi Cię żywot Twoich kilkuset stron, powiedz wprost to drugiej osobie, np. „Dbaj o moje dziecko, jak zagniesz róg to zabiję” 😀

P.S.Aktualnie jeszcze nie skończyłam „Studni wieczności” :/. Nie obawiajcie się jednak, jeśli nie piszę. Nie ma mowy, nie zostawię Sewiastychrecenzji

P.P.S. Głupio tak trochę mówić, ale dzisiaj mam urodziny 🙂

Reklamy

5 responses to “Traktat o pożyczaniu

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: